O mnie

Kim jestem?

W końcu znalazłam przestrzeń, w której mogę się z Wami dzielić interesującymi mnie treściami! #excited

Nazywam się Martyna Strzała. Mam obecnie 20 lat i jestem studentką pierwszego roku biotechnologii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu (walczę o uzyskanie tytułu inżyniera). Interesuję się chemią (pojęcie dość ogólne: najbardziej ciekawią mnie składy kosmetyków oraz leków, z tym wiążę przyszłość), książkami o tematyce społecznej oraz tematyką zero waste. Moją pasją jest szerzenie wiedzy i ułatwianie dostępu do niej jak największej ilości osób. Prowadzę również studygram o nazwie @strzala_na_biotechu, na który serdecznie zapraszam. Kolejnym aspektem, jakim się tutaj podzielę będzie wymiana(stypendium), którą odbyłam w pierwszej klasie liceum w USA.

Who am I?

Hello y'all!

I am super excited about finally having a space to share with you.

First things first tho. My name is Martyna. I am currently 20 years old and a freshman at University of Life Science in Poznań. I major in Biotechnology engineering. My main interests are chemistry (especially cosmetics and medicines development), social science based books and zero waste. I am passionate about making knowledge understable and achievable by as many people as possible. Another aspect of my life I would love to talk about here is the exchange I went on my first year of high school. I spent a year in America and as you can probably imagine it had a huge impact on my life, but more on that later.

ANXIETY OD OBCYCH PAND

Znalazłam tego cudownego mema, którym się z Wami dziś podzielę. Musicie jednak wiedzieć, że nie mogłabym tego zrobić, gdyby nie mój husband, który zaskakuje mnie często faktami takimi jak to, że pliki nie znikają z Waszego komputera, dopóki nie usunięcie ich ostatecznie z kosza (co jest dla mnie emocjonalną karuzelą, bo wtedy to zaczyna mi być szkoda tych plików i może przyda mi się jeszcze pobrana x czasu temu książka o rysunku technicznym). Oprócz tego Marek zna się też na prawie i mówi mi, co legalnie mogę tu wstawić. Gdyby nie on, to musiałabym Wam opisać, co jest na memesku, Wy byście się zdenerwowali, że marnujecie czas, a ja wyrzuciłabym sobie jakieś 7 razy bycie ignorantem, bo posiadam bloga, a nie wiem co mogę na niego wrzucić. Without further due, zapraszam do poczytania.


Oprócz mema do wpisu zainspirowała mnie również Tu Okuniewska, która opowiedziała o swoich issues związanych z being social, mobilizując mnie do dorzucenia mojej cegiełki.

Muszę przyznać, że od zawsze byłam trochę socially awkward. Nie chodzi o to, że byłam aspołeczna, albo nie miałam znajomych, było wręcz przeciwnie (stay tuned for toxic shit friends post). Kiedy jednak myślę o tym dłużej, od dziecka miałam problem z odnalezieniem się w niektórych sytuacjach społecznych.

Zacznijmy od tego, że najlepiej jest mi wtedy, kiedy znam przestrzeń oraz ludzi, z którymi mam współpracować. Wtedy wiecie, robię wszystko z takim chillkiem, mogę skupić się na zajęciach czy spotkaniu. Stawianie przede mną wyzwań takich jak: "dojedź w dane miejsce, tu masz adres, widzimy się w środę o 10, buziaczki" makes me wanna hide in my closet and never go out. Opowiem Wam o moim pierwszym dniu na uniwersytecie. Zawożąc wcześniej potrzebne do rekrutacji dokumenty starałam się zapamiętać w s z y s t k i e możliwe szczegóły. Poznań znam dobrze już kilka dobrych lat, jednak tamtego dnia byłam tak zestresowana, że wsiadłam rano do złego autobusu i pojechałam w zupełnie przeciwnym kierunku. Pisząc to czuję się jak ostatnia frajerka, nie myślcie, że nie. Nie stresowałam się ludźmi z kierunku, tym czy biotechnologia to dobry wybór i każdym innym aspektem, który mógłby u przeciętnej osoby budzić fear. Nie, mój największy lęk wiązał się z tym, że nie będę wiedziała gdzie iść, wejdę spóźniona, przeproszę prowadzącego jąkając się i wszyscy stwierdzą: wow, ale frajerka, nie znalazła sali (bez kitu, kto tak k**** myśli?). Sama miałabym to gdzieś, jeśli sytuacja by się odwróciła, a jednak przejmuje się opinią innych na moje spóźnienie na spotkanie pt.:"o wszystkim i niczym" dla pierwszorocznych. Sądzę, że post ten dotrze do moich znajomych, może nawet do tych ze studiów. Stąd tłumaczę, jeśli kiedykolwiek oblałam się cala rumieńcem w Waszej obecności, to teraz wiecie, że y'all made me uncomfortable!

To samo piekło przechodzę będąc w sklepach w momencie, gdy ktoś pyta mnie czy czegoś konkretnego szukam. Nie myślcie sobie, że nie wiem, że to tych ludzi praca i obowiązek. Ja sobie doskonale zdaję z tego sprawę, ale pomimo to często oblewa mnie fala zawstydzenia, kiedy trzeba odpowiedzieć, że nie, że ja to dziękuję, patrzę tylko. Idąc na shopping powinniśmy móc wybrać koszyk z napisem: "I'd love to have some assistance" oraz "I'd like to shop on my own". Simple and easy.

Sytuacji, które freak the f*** out of me mogłabym wymienić z milion. Może Was zdziwię (pewnie nie hihi), ale wcale nie jestem nieśmiała. Szybciej będę tą, która mówi za dużo i za głośno niż tą, która boi się odezwać. Jeśli trzeba się pokłócić z panią z dziekanatu o to, że po roku stypendium Stanach Zjednoczonych umie się angielski na poziomie B2 to oczywiście, że znajdę na to czas i chęć! Z każdym kto randomowo zaczepi mnie na ulicy też porozmawiam o tym, dlaczego do plecaka mam przypiętą zawsze kokardę (zdarza się to częściej niż może się wydawać). Jednym słowem jestem na tyle odważna, żeby wyjechać w wieku 16 lat na wymianę i opisywać swoje życiowe wtopy zarówno na Instagramie, jak i tutaj na blogu, a boję się wytłumaczyć pracownikowi z Media Expert jaki statyw jest mi potrzebny. A M A Z I N G

Wniosek: easy tasks are sometimes the toughest.

PS: jestem otwarta na wasze historie z awkward social meetings oraz rzeczy, które wydają się odgórnie być easy, a dla Was często są trudne!



My bucket list

Bucket list - a number of experiences or achievements that a person hopes to have or accomplish during their lifetime.

Będąc na wymianie w USA żyłam z myślą o tym, że moja relacja z czasem, który mi tam został wygląda jak przyjaźń Kojota i Strusia Pędziwiatra - codzienna gonitwa. Mniej więcej w połowie stypendium opracowałam listę rzeczy, które chcę zrobić przed powrotem do Polski. Zapisałam tam między innymi odwiedzenie Funky Bones (jeśli czytaliście "Gwiazd naszych wina" to właśnie w tym miejscu Gus oraz Hazel went on a date, kocham tę książkę) oraz Indianapolis Museum of Art, zobaczenie NBA na żywo, road trip, odwiedzenie kampusu uniwersytetu nocą, wybranie się z przyjaciółmi do kina samochodowego i wiele innych. Poprzez narzucone sobie super zawrotne tempo udało mi się odhaczyć wszystko.

Teraz, na co dzień mam dużo więcej obowiązków niż na wymianie. Jak się jednak pewnie domyślacie, nie powstrzymuje mnie to przed posiadaniem nowej, bardziej "życiowej" bucket listy. Dziś przedstawię Wam kilka rzeczy, które mam na niej zapisane.

*Uzyskać certyfikat C2 z angielskiego, B2 z francuskiego

*Uczyć w szkole językowej dzieci (I love kids, w Stanach miałam okazję pomagać host mamie w jej prywatnym przedszkolu i strasznie za tym tęsknię)

*Wyjechać w podróż tylko z plecakiem (i z husband)

*Odwiedzić Amerykę Południową

*Pracować w Szwajcarskim labie (strasznie podobają mi się możliwości rozwoju w tym kraju w dziedzinach związanych z science)

*Prowadzić kanał na YouTube

*Odwiedzić host rodziców w USA

*Zwiedzić Stany z husband

*Oddać włosy do fundacji Rak N' Roll

*Spać w schronisku w górach

*Odbyć road trip w góry autem

*Adoptować wszystkie zwierzęta oferowane przez WWF (na temat adopcji mam osobny post na instagramie @strzala_na_biotechu

Może nie wszystkie z tych points są szczególnie spektakularne i trudne do spełnienia, ale z jakiegoś powodu do tej pory nie miałam szansy, pieniędzy bądź nawet odwagi na ich zdobycie. Mam nadzieję, że będę po kolei wykreślać każdy podpunkt tej listy from now on.

Wam również proponuję spisanie Bucket List, które będzie Wam w kółko przypominało na co tak ciężko pracujecie. Nie ukrywam, że spełnianie nawet tych najmniejszych postanowień i wykreślanie ich sprawia ogromną satysfakcję.

Dajcie znać o swoich listach w wiadomościach. Buźka!


Wrześniowy self-care

Zbyt intensywne "wakacje" odbiły się mocno na moim zdrowiu, przez co początek miesiąca spędziłam w szpitalu. Zdiagnozowano u mnie zapalenie żołądka (aktualnie pogłębiam diagnostykę). Lekarze stwierdzili, że powodem może być mój poziomu stresu. Z tego względu we wrześniu postanowiłam lepiej o siebie zadbać i zmienić trochę mój lifestyle.

rest

Cały wrzesień starałam się chodzić spać o (w miarę) stałej porze. Nie nastawiałam budzika i wstawałam wtedy, kiedy mój organizm był do tego gotowy. Sen stał się moim priorytetem i definitywnie zaczął mieć pozytywny wpływ na moje samopoczucie. Oczywiście nie jestem w tym perfekcyjna, wciąż zdarzają mi się noce, podczas których nie śpię do godziny 4 rano (overthinking my life). Wrzesień nauczył mnie znajdować czas na przerwę od pracy jako korepetytorka (a jest mi ona czasem konieczna żeby zachować resztki mojego sanity) oraz od nauki. Odpoczynek staram się teraz definiować jako szansę do zrobienia czegoś produktywnego, np. do wyjścia na spacer z psem czy do przesłuchania podcastu.

creativity

Podczas kwarantanny rysowanie, gra na ukulele oraz pisanie zostały przeze mnie praktycznie zapomniane. Każdy, kto podjął się kiedykolwiek pracy, wie jak absorbująca potrafi ona być. W moim przypadku nie było inaczej, pochłonęło mnie standardowe "praca-dom". Pracowałam jako kelnerka i korepetytorka, odbywałam praktyki w zakładach chemicznych, nieudolnie starając się połączyć to z moją obecnością w Internecie. Moje perfekcjonistyczne podejście nie pozwoliło mi czegokolwiek zawalić, so I somehow managed to do it all. And this kids is how you might end up in the hospital. I'm not saying: do not do different acctivities, I'm telling you not to overwork yourself.

bullet journaling

Od dziecka zapisywałam zeszyty, notesy i pamiętniki. Chyba zawsze miałam jakąś potrzebę przelania siebie na kartki. Bullet journal idealnie łączy funkcje kalendarza, planera, studni własnych myśli i szkicownika. Dodatkowo, ze względu na moją decyzję o powtórnym przystąpieniu do psychoterapii, pozyskałam miejsce, które wykorzystuję do zapisu moich myśli i nastrojów.

travelling

Ze względu na pandemię w tym roku nie wybierałam się nigdzie dalej niż dwie godzinki od mojego miejsca zamieszkania. No hotels, no crowded places. Just little trips in our surroundings. Family and close friends only. Tym sposobem znalazłam się nawet na chwilę nad morzem.

books

We wrześniu udało mi się skończyć "Iluzjonistę", "Behawiorystę" Remigiusza Mroza i "Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?" Janiny Bąk. Rozpoczęłam również "Biegunów" Olgi Tokarczuk. Wszystkie pozycje opiszę oczywiście szczegółowo z zakładce "książki".

self development

Przedstawiciele Kariery w Farmacji (https://karierawfarmacji.pl/) byli na tyle mili, że zaproponowali mi współpracę. Przez ostatni miesiąc udało mi się ukończyć połowę kursu Clinical Trial Associate, który spełnił moje oczekiwania. Cały czas przygotowuję się również do egzaminu CAE, do którego podejdę najprawdopodobniej dopiero w sesji letniej 2021.

Wiem, że będę musiała bardzo się postarać, aby utrzymać podobne nawyki w trakcie roku akademickiego. Niektóre z nich nie są możliwe do zrealizowania, wykłady na godzinę 8.00 nie pozwolą mi na tak dużą ilość snu. Moim priorytetem na ten semestr będzie jednak zachowanie harmonii pomiędzy czasem nauki oraz pracy. Pamiętajmy, życie nie kończy się na książkach, let's live a little!


What about you? Did September treat you well?