Historię z wymianą rozpoczęłam w 2016 roku, kiedy dowiedziałam się, że zostałam nagrodzona rocznym stypendium w USA. Była to wymiana w stu procentach finansowana przez program FLEX. Do poczytania szczegółów na temat mojej przygody zapraszam do poszczególnych postów, które systematycznie będą pojawiały się na tej podstronie oraz w aktualnościach.


Początek

W chemii często posługujemy się pojęciem "reakcji łańcuchowej". Oznacza ono ciąg przemian, w których produkt poprzedniej reakcji staje się substytutem następnej (bądź kilku kolejnych). Myślę, że termin ten równie dobrze określa szereg cały zdarzeń, które pozwoliły mi na wyjazd do Stanów Zjednoczonych na roczne stypendium.

Dzisiejszy post jest szczególnie skierowany do osób postrzegających siebie samych jako językowe zera. Ja byłam nawet taką językową minus jedynką. Już w szkole podstawowej zostało mi powiedziane, że "języki to nie moja bajka" i stać mnie z angielskiego jedynie na ocenę 3 (pamiętajcie oceny to nie wszystko). Zmobilizowało mnie to do tego stopnia, że po zmianie nauczyciela postanowiłam sobie, że skoro mój anglista nie wierzy w mój sukces, zacznę uczyć się języka dla siebie, nawet jeśli już na wstępie zostałam skreślona. Obiecałam sobie wtedy, że wykorzystam każdą okazję do nauki języka, jaka mi się natrafi (właśnie takiego podejścia szczerze życzę każdemu). Zapisałam się na "koło zainteresowań", przez co mogłam uczestniczyć w wielu ciekawych eventach i projektach. Jednym z nich była Noc Halloween organizowana w mojej byłej podstawówce, kolejnym współpraca nawiązana ze szkołą zza granicy i wystawienie "Kopciuszka" (pochwalę się-grałam główną rolę) przez Skype. Czy było mi łatwo się przełamać? Nie, zupełnie nie. Miałam jedenaście lat i oprócz tego, że musiałam nauczyć się swojej kwestii w obcym języku, to jeszcze kazali mi tańczyć z kolegą "za ręcę" (GROSS I KNOW). Ważne jest to, że ja dałam radę wtedy, więc Wy również dacie, kiedy postanowicie sobie, że zaczynacie pracować z foreign language.

Do rzeczy, bo się rozpisuję i Marek znów stwierdzi, że piszę remake "Nad Niemnem". Moim kolejnym coming out'em ze strefy komfortu było wybranie dwujęzycznego gimnazjum. Większość moich znajomych zostało w naszym small ass town, ale wiecie jak mówią: only dead fish go with the flow, a ja wtedy bardzo nie chciałam być martwa. Poziom różnił się znacząco od tego, do którego byłam przyzwyczajona, a niektóre zajęcia były dodatkowo prowadzone po angielsku (SIC!). Przeżyłam pierwsze dwa lata i okazało się nawet, że posiadam w sobie tyle determinacji, żeby moja średnio znacząco przewyższyła 5.0. Równocześnie cały czas byłam członkinią wolontariatu, który skupiał się na pomocy dzieciom z ubogich rodzin. Głównie pomagaliśmy im z zadaniami domowymi, stwarzając namiastkę tego, czego brakowało im w domu. Po co o tym piszę? Gdyby nie szkoła dwujęzyczna, wolontariat oraz moja średnia, nie przyznano by mi stypendium.

Do szkoły przyszła ulotka, od tego się zaczęło. Nasza nauczycielka angielskiego (swoją drogą moja największa role model) obiecała przyznać nam oceny za napisanie esejów i wypełnienie aplikacji. Zdecydowałam się na wzięcie udziału jedynie ze względu na możliwość podwyższenia sobie średniej, w końcu przecież "nie ma opcji, że się dostanę". Little did I know... Znajoma podała mi tematy (sądziłam, że są one takie same dla wszystkich aplikujących), które bardzo wyczerpująco opisałam. Jako królowa prokrastynacji, wysłanie mojego zgłoszenia odłożyłam do ostatniego możliwego dnia, przez co moje prace były napisane "na kolanie" w czasie nieprzekraczającym dwóch godzin. Wiecie, gdybym nie kreowała pod swoje własne tematy, nie dostałabym wspomnianych ocen (nie wiecie jak zależało mi na 5 na koniec roku), dlatego do FLEXa trafiły prace o tematyce zgubionych szczeniaczków oraz malowaniu tygrysków na twarzy podczas akcji wolontariatu, w którym się udzielałam (I'm not kidding). Now, I can thank my 15 years old self for writing these last minute essays.

Moją aplikację napisałam, wysłałam i generalnie zapomniałam o całej sprawie (w końcu wywalczyłam moje oceny, czego można chcieć więcej?). Po dwóch miesiącach dostałam informację zwrotną-przeszłam do kolejnego etapu. Say what? Na początku stwierdziłam, że to pewnie pomyłka, ale po upewnieniu się, że na 100% chodzi o mnie, udałam się na spotkanie z programem w Poznaniu. Tam wzięłam udział w rozmowie kwalifikacyjnej, którą mogłam odbyć po polsku bądź po angielsku. Zdecydowałam się na język obcy i opowiedziałam m.in. o swojej pracy jako wolontariusz, która była bardzo korzystnie rozpatrywana podczas rekrutacji. Następnie czekała mnie praca w grupie pod nadzorem przedstawicieli American Councils, podczas której otrzymałyśmy słowo, którego znaczenia nie znałyśmy (SPORK). Naszym zadaniem było odegranie scenki, która obrazowałaby wymyślone przez nas znaczenie tego terminu. Ostatnią częścią było podejście do egzaminu językowego, którego...NIE ZDAŁAM. Pomimo to, przeszłam ten etap i otrzymałam możliwość spędzenia roku w USA. Jak to się stało? Organizatorzy stwierdzili, że poziom języka to nie wszystko i ze względu na to, że kilku uczestnikom zabrakło kilku punktów, mieliśmy możliwość powtórzenia testu EILTS. Podczas pierwszej polskiej edycji FLEXa, w której miałam ogromną przyjemność wzięcia udziału, wszystkie osoby, poprawiające swój wynik uzyskały wymagane punkty. W kolejnych edycjach, pojawili się jednak uczniowie, którzy nie zaliczyli narzuconego egzaminu. Czy zostali oni zdyskwalifikowani? Nie, American Councils wysłało ich na na kursy językowe przed rozpoczęciem ich #exchangeyear. I will be forever grateful and full of gratitude for the way FLEX aproaches its participants.

Często słyszę, że wyjechałam do Stanów, ponieważ "poszczęściło mi się". Nie, to stypendium było czymś, na co sama sobie zapracowałam. Efektem ciągłej pracy nad poziomem języka, częstymi porażkami i podnoszeniem się z nich, ciężkich starań i samodyscypliny. Gdyby do szkoły nie przyszła wspomniana wcześniej ulotka, pewnie nie dowiedziałabym się o FLEXie, ale czy ta sama ulotka zdała za mnie testy, poświęciła godziny na naukę i zebrała się po każdym negatywnym komentarzu dotyczącym mojego poziomu angielskiego? Nie. Ważne jest jednak to, że gdybym nie postanowiła jako dziecko, że chcę się nauczyć języka dla siebie, prawdopodobnie nie dano by mi tych szans, które otrzymałam. Pamiętajcie, że to Wy sami odpowiadacie za swoją edukację i nie dajcie sobie NIGDY wmówić, że "nie stać Was na więcej". Starajcie się, a będziecie sobie sami otwierać kolejne drzwi kariery.

PS pamiętajcie, żeby nigdy nie śmiać się z czyjegoś poziomu języka, ponieważ jedyne co przez to osiągniecie to wzbudzenie lęku przed odzywaniem się w obym języku przez te osoby